Karolina

K:
Właściwie to piszę dlatego, że przypadkowo trafiłam na Twój kanał na YouTube i muszę powiedzieć, że zamieszczone tam filmiki zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Mam na myśli gównie Twój comming out i opisy choroby. Sama zmagam się z nieco innymi problemami, acz podobnej natury. Chciałam pogratulować odwagi i dodać, że zazdroszczę Ci tak otwartego, pozbawionego kompleksów podejścia do  swoich problemów.

W: Dziękuję bardzo za wsparcie i miłe słowa. Zachorowałem już dawno temu, a ta zdolność do otworzenia się nie przyszła mi od razu. Wiem, że to potrzebne, bo ludzie z chorobą psychiczną zazwyczaj zamykają się "w szafie", a tak wcale nie musi być. Dla mnie to ujawnienie to też forma autoterapii i krok więcej - terapii dla innych. Bardzo się cieszę, że mogę być wsparciem dla innych podobnie chorych i to też nadaje sens temu cierpieniu, przez które przechodziłem.

K:
Ja własnie ciągle mam problem z tym otwieraniem się na ludzi...
Chociaż wiem z doświadczenia że reakcje są różne, to jednak towarzyszy mi ten lek przed odrzuceniem.

W: Nie myśl, że na siłę musisz dzielić się tymi doświadczeniami. Ale jak ktoś zapyta, to staraj się odrzucić wstyd, bo na prawdę to, co przeżyłaś wcale nie czyni Cię gorszą. Możesz odpowiedzieć jednym zdaniem, że miałaś problemy psychiczne, ale nie kłam, bo to Cię jeszcze zamknie na akceptację siebie samej. Jeżeli ktokolwiek Cię odrzuci, traktuj to jako jego problem. Ja zaledwie garstce osób podesłałem moje nagrania. Wsparcie tych bliskich mi osób na początku było dla mnie kluczowe, ale teraz otrzymuję je z zewnątrz, od ludzi, których nie znam (jak Ty) i to mi daje poczucie, że to ma sens. Nie wrzucam tego na fb, ale kto ma to znaleźć ten znajdzie. Zdecydowana większość ze znajomych na fb nie wie, że mam takie schorzenia, ale zdecydowana większość moich przyjaciół wie. Szczerze, nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek z tej grupy życzliwych mi osób, których określam przyjaciółmi odrzucił mnie w jakikolwiek sposób dowiedziawszy się, że jestem "szurnięty". Wręcz przeciwnie, często takie zwierzenie było czymś co zbliżało mnie do innych i pogłębiało przyjaźń. Na pewno można spotkać ignorantów, albo nawet więcej, ludzi którzy będą Cię źle oceniać i postawią mur zbudowany z uprzedzeń. Niech ten mur zawsze będzie po ich stronie nie po Twojej. W takim przypadku problem jest w ich głowach, a nie w Twojej. Nie musisz też walczyć by ten mur zburzyć, czy przeskoczyć, nie musisz dyskutować z taką osobą i zabiegać o jej względy. Jeśli zrozumiesz, że nie masz się czego wstydzić to wszystko będzie łatwe i naturalne dla Ciebie. Zaakceptujesz to co się w Twojej chorobie stało i poczujesz, że wcale nie zabiera to Twojej wolności i nie zmienia tego kim jesteś.

K:
Dziękuję. Chciałbym jeszcze zapytać czy korzystałeś z pomocy psychologicznej, psychoterapeutycznej?

W: Dawno temu, po pierwszym kryzysie chodziłem na terapię grupową w szpitalu. Było to dla mnie dobre, bo otwierało mnie na kontakt z ludźmi i była moją jedną z niewielu aktywności. Pamiętam, że musiałem się trochę zmuszać, żeby tam chodzić. Miałem też kilka spotkań prywatnie z psycholożką, która starała się przywrócić mnie do funkcjonowania po pierwszej psychozie. To było 10 lat temu. Potem sam sobie radziłem. Bardziej ostatnio dwa razy spotkałem się na prywatnych konsultacjach psychologicznych, za namową mojej byłej dziewczyny. Psycholożka stwierdziła, że nie potrzebuję terapii. W mojej chorobie raczej psycholodzy nie byli zbyt istotni, ale nie wątpię, że innym mogą bardzo pomóc. Szczególnie w wypracowaniu akceptacji siebie po chorobie. Ale wyraźnie rozgraniczyłbym problemy psychologiczne od psychiatrycznych. Te pierwsze rozwiązuje praca nad sobą, a te drugie to zaburzenia chemii w mózgu, które powinny być leczone lekarstwami.

K:
Zgadzam się z tobą. Ja mam ten problem, że nie za bardzo z pomocy psychologicznej potrafię korzystać. Szybko się zrażam kiedy terapeuta próbuje do mnie dotrzeć. A szkoda (tak twierdzi mój lekarz) bo to mogłoby zapobiec nawrotom (w co z kolei ja wątpię).

Chciałam jeszcze zapytać o taką kwestie związaną z lekami. Ja również biorę olanzapinę i generalnie jestem zadowolona z efektów poza jednym. Mianowicie mam takie wrażenie że moje uczucia są lekko spłycone. Nie  wiem czy wiesz o co mi chodzi... jakby wydaje mi się, że jak byłam zdrowa to bardziej intensywnie odczuwałam radość czy przyjemność. Od znajomego słyszałam ze neuroleptyki mogą to powodować...

W: Z tą terapią lekarz może mieć trochę racji. To nie tak, że psychoterapia Cię wyleczy, ale da Ci poznać siebie, w takim stopniu, że będziesz mogła rozpoznać kolejny kryzys, za nim w niego wejdziesz na dobre. Chociaż pewnie te poznanie siebie można też osiągnąć bez psychologa.

Spłycenie odczuć, jak to nazwałaś może być konsekwencją samej choroby bardziej niż działania leku. Fakt, że psychoza jest tak intensywna i wyrazista sprawia, że "normalność", do której wracamy jest dla nas szara i nudna. Czasem pojawia się też tęsknota za tym mocnym przeżywaniem. Radzę nie skupiać się na tym. Wiele pięknych i duchowych przeżyć miałem biorąc lekarstwa. Nie były one opłacone strachem i paranoją psychozy. Traktuj to bezpieczeństwo, które masz dzięki lekom za błogosławieństwo. Nie bój się powiedzieć sobie, że teraz jesteś zdrowa i Twoje przeżywanie jest to przeżywanie zdrowej osoby. Bądź w chwili, którą przeżywasz i nie oceniaj jej, że czegokolwiek jej brakuje, a poczujesz, że i Twojej zdolności przeżywania nic nie brakuje.


Poprzedni wpis: Mit schizofrenogennej matki

Komentarze